Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-okret.rzeszow.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server326348/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server326348/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server326348/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server326348/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server326348/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server326348/ftp/paka.php on line 17
‡ było wokół nich zmarszczki. - On nie

część jej uda mokrymi, ciepłymi wargami.

‡ było wokół nich zmarszczki. - On nie

dziko. Jej dusza, tak beznadziejnie spętana nieszczęściem, nareszcie wybrała wolność. Shelby głośno krzyknęła,
jasna, dzieciak dziedziczy, ty bierzesz forse i płacisz mi moja
ostatnie wzniesienie na trasie do Bad Luck. Okna były pootwierane i gorący, teksański wiatr wdarł się do środka,
- Nie jestem na ciebie zły.
- Caleb Swaggert zmarł dzisiaj. - Nevada przerzucił nogi przez łóżko i zabrał koszulę z pogniecionej pościeli.
mieszkalnym przy Fulton Street. Liczacy ponad siedemdziesiat
Charles Biggs zmarł dzis rano.
przeciwka samochodów rozpraszały intymny mrok. Marla
przycisneła guzik intercomu, po czym oddała mu pocałunek i
Paterno. Obok, na podłodze, postawiła swoja wielka teczke.
- Dobrze - zgodziła sie, nagle wyczerpana. Miała
29
czy mówi prawde.
Spokojnie, pomyslał, wybiegajac z lasu na wyznaczony

mnie za rękę i nawet nie mrugnęła. Powiedziała tylko, że od dawna chciała mnie zobaczyć. Zwróciła się do mnie po imieniu. Brig powoli przysuwał się do Cassidy, zmniejszając odległość między nimi. Zabolało go, gdy Cassidy odsunęła się i zmierzyła go dzikim, przerażonym wzrokiem. - Sunny nie podpaliła tartaku. Na miłość boską, Brig, posłuchaj siebie! - Oczywiście, że nie. Ale skoro wiedzieli Willie i Sunny, inni też mogli wiedzieć. - Albo ktoś chciał zabić Chase’a. Nie udało mu się i może spróbować jeszcze raz. - Spojrzała na niego ze strachem w oczach. - Ciebie też zabiją. - O ile im nie przeszkodzimy. - Dotknął jej policzka. Zamknęła na chwilę oczy. Poczuł, że drży. Po chwili odskoczyła od niego. - Ja... ja nie mogę... Brig... ja... na miłość boską, proszę cię, nie dotykaj mnie. Nie mogę uwierzyć, że z tobą rozmawiam. Ale wiedziała. Podświadomie wyczuwała, że ten mężczyzna jest inny, że to nie jest jej mąż. Chociaż uparcie temu przeczyła, widziała różnicę. Nie tylko w nim, ale i w swoim zachowaniu. Dlaczego nie zdecydowała się na rozwód, chociaż przed pożarem była pewna, że tego chce? Dlaczego prosiła go o drugą szansę? Dlaczego tak rozpaczliwie do niego lgnęła, kiedy on chciał ją utrzymać na odległość? Z powodu wybujałego poczucia lojalności? Dlatego, że dzięki pożarowi zobaczyła, jak bardzo kocha męża? Dlatego, że wiara nie pozwalała jej na rozwód? A może dlatego, że szósty zmysł podpowiadał jej, że to Brig? Czuła się podle. Dręczyło ją straszliwe poczucie winy. Minęła go i poszła do gabinetu Chase’a. Wzięła do ręki butelkę whisky. W lustrze nad barkiem zobaczyła swoją twarz i odbicie Briga stojącego w drzwiach. - Chcesz się napić? - Tak, ale chyba nie pora na to. - C... co masz zamiar zrobić? - Drżały jej ręce. Schowała je głęboko w kieszeniach szlafroka. Dobry Boże, i co teraz? Jest żoną Chase’a, który nie żyje. Sypia z Brigiem. Oddała mu się, przymykając oczy na kłamstwa, tak jak w przeszłości. - Chcę się dowiedzieć, kto to zrobił. Poczekaj tu. - Niepewnym krokiem zszedł do hallu. Cassidy usiadła na brzegu kanapy. Ukryła twarz w dłoniach i czekała aż minie jej dudnienie w skroniach i rozdzierający ból serca. Zawsze kochała Briga, ale teraz miała wrażenie, że za niewinną, dziewczęcą fantazją stoi sam diabeł. Choć tak bardzo go kochała, nigdy, przenigdy nie poświęciłaby dla niego Chase’a. Brata dla brata. Zrobiło jej się niedobrze. Pobiegła do łazienki, zamknęła drzwi i zwymiotowała wszystko, co miała w żołądku. Upadła na zimną posadzkę. Drżała. Otarła ręką usta. Łzy spływały jej po policzkach. Chyba nigdy w życiu tak nie płakała. - Cass? Zapukał do drzwi. Serce zaczęło jej łomotać. Brig! Och, Brig! Zmrużyła oczy i starała pozbyć się wyrzutów sumienia z powodu zdrady. Zdrady własnego męża. - Nic ci nie jest, kochanie? Jezu, niech on nie będzie dla mnie miły. Nie zniosę teraz czułości. - Cassidy. - Jego głos stał się ostrzejszy. Powinna była się domyślić... Skręcało ją w środku, trzęsły jej się ręce i nie była w stanie myśleć... - Jeżeli się nie odezwiesz, wyważę te cholerne drzwi i... - Daj mi spokój! - Daję słowo, Cassidy. Albo natychmiast wyjdziesz, albo je wyważę. - Zostaw mnie w spokoju, Brig! - Znowu pochyliła się nad toaletą. Usłyszała, że Brig klnie pod nosem. Chociaż nie mogła zrozumieć poszczególnych słów, ich znaczenie nie pozostawiało wątpliwości. Wstała. Ból między nogami przypominał jej o tym, jak długo, namiętnie i gorąco się kochali. - Och, Chase, przepraszam - wyszeptała, a potem pochyliła się nad umywalką i umyła usta. Zobaczyła w lustrze swoje odbicie, śmiertelnie bladą twarz i bursztynowe oczy, które patrzyły z potępieniem, w milczeniu oskarżając ją o najgorsze zbrodnie. - Odejdź - powiedziała do swojego odbicia. Przemyła twarz zimną wodą. To, że będzie się oskarżała i żyła w poczuciu winy do końca swoich dni, nic nie zmieni. Nic. Tylko wykrycie zabójcy Chase’a może zagłuszyć poczucie nieświadomej zdrady. Grzechu, że nie kochała męża tak, jak powinna była. A co będzie, jeżeli to Brig? Co będzie, jeżeli okaże się, że to ten człowiek, który przez kilka tygodni udawał twojego męża? Mężczyzna, który cię zostawił? Który cię oszukał? Który zdradził samego siebie, własną matkę i swojego brata? Człowiek, który się z tobą kochał i wywrócił twój świat do góry nogami? Co ty tak naprawdę o nim wiesz? Nic! Nic!. Ale nie bała się. Bez względu na wszystko, nie będzie bała się Briga McKenziego. Był w gabinecie. Czekał z whisky w ręce. Spojrzała na szklankę bursztynowego płynu. - Pomyślałem, że jest okazja. Nie potrzebuję już kul. - Podobno chciałeś mi coś pokazać.

dotarło do zmarzniętej skóry. Potem palce mężczyzny wśliznęły się do
an43
zadręczać się myślami: czy będzie to chłopiec? Czy będą mieć syna?
Poprzedni tydzień był jedną wielką huśtawką emocji. Wszystko
nie tylko plasterka nie ma, ale nie było go tam od dłuższego czasu.
wiele zmienić.
kominku. Na półkach stały liczne książki, dziecięce razem z
żadnych wyraźnych śladów.
Thane był nieplanowanym dzieckiem, urodzonym dwa dni po jej
ją. Najgorsze było to, że miał rację. Jeśli tak właśnie by się stało, Rip
zmysłowy głód, który aż zatrząsł jej słabym ciałem. Diaz z nią.
nie wyjątkiem.
- Ty głupia kurwo - szydził, krztusząc się własną krwią. - Jesteś
- Wydawało mi się, że wreszcie znalazłam nazwisko człowieka
plamienie, poza tym twierdzi, że miała skurcze, więc kazałam jej się

©2019 ten-okret.rzeszow.pl - Split Template by One Page Love