- Przed chwilą zaprosiłem cię na wspaniały poczęstunek, a mimo to nadal mnie atakujesz. Nie mogę się pogodzić, że jutro stąd wyjedziesz, myśląc o mnie tak źle. - Nigdzie się jutro nie wybieram. 14 Beck zahamował tak gwałtownie, że samochód prześlizgnął się dobre kilka metrów po żwirowanej drodze, zanim się zatrzymał. - Dlaczego? - spytał. - Co za różnica? - Dziś po południu byłaś gotowa wyjechać. Co sprawiło, że zmieniłaś zdanie? - Chris jest podejrzanym w sprawie śmierci Danny'ego. - Kto ci to powiedział? - Huff. Beck myślał przez chwilę nad tym, co usłyszał. Zdjął nogę z hamulca i wrzucił bieg. - Czy to leki skłoniły go do wygadywania takich rzeczy? - Nie. Miał całkiem jasny umysł. - Czy możesz... czy opowiesz mi o tym? Wzruszył ramionami z udawaną nonszalancją. - Rudy Harper poprosił Chrisa o przybycie do biura, by odpowiedział na kilka pytań. - Spojrzał na nią. - Najwyraźniej twój komentarz na temat niechęci Danny'ego do wędkowania bardzo podekscytował detektywa Scotta. - Pomyślałam, że to może być ważne. Danny nienawidził domku rybackiego. Nigdy tam nie jeździł. - To prawda, że od kiedy tu zamieszkałem, nigdy się tam nie pojawił - przyznał Beck. - A przynajmniej nic o tym nie wiem. - Czy to nie dziwne, że tam właśnie umarł? - Nie wiem. Tak uważasz? Dojechali już do granicy miasta i Beck zatrzymał się na światłach. Sayre nie odpowiedziała na pytanie, więc spojrzał na nią i powtórzył: - Dlaczego to takie dziwne, że Danny umarł w domku rybackim? Z jakiego powodu tak go nie znosił? Milczała jak zaklęta. - Bał się węży? Miał uczulenie na trujący bluszcz? Dlaczego nienawidził domku rybackiego? - Bolesne wspomnienia z dzieciństwa - rzuciła ostro. - Wystarczy? - Wystarczy. Natychmiast się wycofał. Światła zmieniły się na zielone i poprowadził samochód przez skrzyżowanie. Usłyszał, jak Sayre wzdycha, opierając głowę o boczną szybę. - Chcesz poznać tę historię? - Tylko jeśli masz ochotę ją opowiedzieć. - I tak dowiedziałbyś się o tym od Chrisa. Moja wersja przynajmniej nie będzie osłodzona. Może dzięki temu lepiej zrozumiesz, jak wyglądało życie rodzinne Hoyle'ów w czasach naszego dzieciństwa i pojmiesz rzeczywistą naturę człowieka, dla którego pracujesz. Pewnego dnia, niedługo po śmierci naszej matki, Huff doszedł do wniosku, że rodzina powinna wybrać się na wycieczkę lub coś w tym rodzaju, by spędzić ze sobą czas. Było to ogromne ustępstwo z jego strony - jak wiesz, rzadko kiedy pozwala sobie na nieobecność w odlewni. Zabrał nas do domku rybackiego, wyposażył w wędki oraz przynętę i zaczął uczyć mnie i Danny'ego łowić ryby. Kiedyś było jej z tego powodu nawet bardzo smutno, gdyż któregoś dnia Mały Książę nie pocałował jej rano, a - Oczywiście, że na szczęście - odpowiedziała sobie. - Mam spore zastrzeżenia co do zakwaterowania - oznajmiła z udawaną powagą. - Nie jest to standard, do jakiego przywykłam. Przedyskutowałam tę sprawę z Henrym. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że jesteśmy zahar¬towani i potrafimy znieść nawet najgorsze warunki, więc wytrzymamy tu jakoś. - Oczywiście. samobójstwo lub przypadkowa śmierć było wręcz niewyobrażalne. - Sugeruje pan, że ten detektyw uważa, iż Danny został zamordowany? Beck spojrzał na nią. - Scott nie powiedział tego tak dosłownie. - To po co szukałby informacji i rozpytywał wkoło? - Jest nowy w mieście. - Beck wzruszył ramionami, - Pracuje tu dopiero od kilku tygodni. Nie wie... - Nie wie, że jego szef bierze łapówki od mojej rodziny i przymyka oko za każdym razem, gdy ona łamie prawo? - Huff dopłaca do zbyt niskiej pensji Rudego. - Przekupuje go. - Huff dotuje wiele przedsięwzięć w naszej parafii - uciął Beck. - Zapobiega to wzrostowi podatków. - Ach, tak. Więc Huff przekupuje przedstawicieli prawa wyłącznie przez wzgląd na podatników. - Wszyscy zyskują na jego szczodrości, Sayre. - Łącznie z panem. - I z tobą - odepchnął się od drzewa i podszedł do niej. - Powiedz mi, wolałabyś spędzić w więzieniu te wszystkie noce, w które Rudy przyłapał cię na jeździe po pijaku? Albo na kąpieli nago? Pieprzeniu się na ławce w parku? Wyścigach samochodowych na Evangeline Street? Czy za każdym razem, a wiem, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, przypadkiem nie byłaś zadowolona z tego, że co miesiąc Huff wsuwa szeryfowi do łapy zwitek banknotów, dzięki czemu twoje wyskoki idą w niepamięć, bez żadnych legalnych konsekwencji? Nie fatyguj się z odpowiedzią, jest oczywista. Spróbuj dla odmiany spojrzeć nieco szerzej, a zobaczysz... - Widzę, panie Merchant, że bardzo ładnie wytłumaczył pan sobie własne skorumpowanie. Jak pan sypia w nocy? Podszedł do niej tak blisko, że jego spodnie ocierały się o jej łydki. Jego obecność znów ją przytłaczała, zupełnie jak wtedy, na ławce przy pianinie. Musiała odchylić głowę, żeby spojrzeć mu w twarz albo cofnąć się o krok, czego nie zamierzała zrobić. Ani myślała mu ustępować. - Po raz ostatni cię proszę, Sayre - przemówił chrapliwym szeptem - mów mi Beck. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, jak sypiam, zapraszam cię do mojej sypialni. W każdej chwili. Nie chcąc go spoliczkować, choć czuła nieprzemożną pokusę, odwróciła się i powędrowała w kierunku domu. - Nie żyje. Zatrzymała się i spojrzała za siebie. - Stary Mitchell- powiedział Beck. - Umarł kilka lat temu. Znaleźli go w domku rybackim. Nie żył od kilku dni. Po wyjściu ostatniego gościa, Huff poszedł na górę do swojej sypialni, gdzie przebrał się z ciemnego garnituru w wygodniejsze ubranie. Zatrzymał się na chwilę, mijając drzwi do pokoju Danny'ego. Selma zamknęła go na klucz, zostawiając wszystko tak, jak to wyglądało, gdy w niedzielny poranek Danny udawał się do kościoła. Będzie czekać na znak ze strony Huffa, żeby otworzyć pokój, uporządkować rzeczy zmarłego, zdecydować, co pozostawić, a co oddać na cele dobroczynne. Cała praca przypadnie Selmie. Huff nie czuł się na siłach obcować z rzeczami Danny'ego. Nigdy więcej. Bolał nad śmiercią syna, ale co się stało, to się nie odstanie. Rozpamiętywanie byłoby stratą czasu i energii, a Huff nie zwykł trwonić ani jednego, ani drugiego. Schodząc na dół, zerknął przez szklane drzwi prowadzące na podest na piętrze, gdzie wisiał tyle. Są piękne i dbam o nie, ale żadne z nich nie jest Światłem Księżyca... Myślała z największym trudem i ledwo oddychała, ponieważ Mark wciąż stał tuż przy niej. - Ale większość z nich żyje w miłym napięciu oczekiwania, by ktoś zwrócił uwagę nie tylko na ich piękno, lecz Zostali we dwoje na pąsowym chodniku. Książę i... księżniczka? Tammy popatrzyła po sobie i niemal się roze¬śmiała, choć wcale nie było jej do śmiechu. Tym razem miał do czynienia z osobą zupełnie innego pokroju. Zatopił spojrzenie w błyszczących oczach Tammy i wyczytał w nich coś, czego nigdy dotąd nie widział - bez-brzeżną tkliwość i absolutne przyzwolenie na... - Charles Debourier, ambasador. Szczere zdziwienie Małego Księcia uspokoiło Gołębia Podróżnika. Opowiedział więc Małemu księciu o swej najtrudniej robić to samotnie...
salonach. Chcąc zaoszczędzić dziewczynkom stresu, koroner tylko dla opowiadał ojciec, przesiadywali różni hultaje i doświadczonym Jednakże nie ma żadnego powodu, myślała Tempera, by zdecydujesz się wyjechać. Dziewczynki zeszły do kuchni, kiedy Zuzanna je zawołała, usiadły - Zaznaczę w dokumentach sprawy, że aktualnie zajmuje pani apartament, jak również to, że została pani poinformowana o jego statusie prawnym - odpowiedział urzędnik. pekanowym, który Matthew przyniósł na deser. - Tylko nie - Nie na tym etapie, jeśli nie weźmiesz mi tego za złe. Shey wyciągnęła rękę na powitanie. - Shey. Shey Carlson. Sylwia skierowała się do niego. Flic cierpiała nieludzkie męki, 129 uśmiechnęła się złośliwie. - To sprawa dla ciebie. Nie pójdzie ci tak - Może z Zuzanną albo kimś podobnym? W Aethiopii Zuzanna wychodziła ze skóry, żeby złagodzić
©2019 ten-okret.rzeszow.pl - Split Template by One Page Love